księga gości

ARCHIWUM
2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
październik
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

...ty kup los!

Icek modli się do Boga:
- Boże, spraw, żebym wygrał w Totka.
Mija czas i nic. Icek modli się i modli, i nic. W końcu zniecierpliwiony narzeka:
- Boże, modlę się już tyle czasu, staram się, wypełniam przykazania, a Ty nic!
Na to odzywa się głos z nieba:
- Icek, ty daj mi szansę, ty kup los!

***
Lubię moje drugie ja, które, gdy się głowię nad jakąś sprawą, w odpowiednim momencie przytacza dowcipy z brodą [im dłuższa broda, tym mądrzejsze :)].

irian 2012-01-26 01:35:01 skomentuj (0)


Kryzys wieku średniego

Byłam w dyskotece.
Dzięki koncertom i ubiegłorocznemu kursowi tańca odkryłam ponownie, że lubię skakać przy muzyce, a niespodziewane wyjście do klubu z ciężką muzą podczas jednej z wizyt w Krakowie, kiedy to doznałam małej ekstazy i mimo napyskpadania było mi mało, potwierdziło tezę, że To Jest Dobre.
Tak więc ugadało się ze znajomymi i po pierwszej niedokonanej, druga próba się powiodła.
Dyskoteka owszem, owszem, niczego sobie, ale nie o tym chciałam. Otóż - podrywano mnie. Nie poszłam tam w celach podrywczych i nie byłam nastawiona na polowanie, ale skoro już ktoś podjął kroki, to pomyślałam, co mi szkodzi poobserwować, jak to się teraz robi ;]

Kiedy byłam piękna i młoda*, bardzo mnie oburzało, gdy młody człowiek przyznawał sobie prawo do macania mnie czy próbowania bliższych kontaktów tylko na podstawie tego, że zgodziłam się z nim zatańczyć i powiedziałam, jak mam na imię. Teraz, gdy mam lat khmftpsjm, znajduję pocieszającym, że ktoś jeszcze w ogóle próbuje ;> I nie oburza mnie to, tylko autentycznie bawi.
Jeden, nie wiedzieć czemu, łaskotał mnie w talii i po plecach, w tańcu. Drugi zaproponował, żebyśmy na chwilę usiedli i porozmawiali, czemu nie; jak tylko usiedliśmy i się sobie przedstawiliśmy, próbował się ze mną całować o.O Odmówiłam grzecznie; powiedział, że musi na chwilę iść, ale zaraz wraca i żebym koniecznie zaczekała, no dobrze. W czasie, gdy nie wracał, przyplątał się trzeci, który widać uznał, że siedząca na kanapie kobieta rozpaczliwie pragnie towarzystwa. Był nawet dość stanowczy w próbach zapewnienia mi rozrywek, ale wtedy przyszli moi znajomi z podejrzeniem, że trzeba mi spieszyć na ratunek. Impreza i tak już wygasała, więc wyszliśmy.

Nie żebym się oszukiwała, jaka to atrakcyjna jestem - to był ten typ faceta, który bardzo, bardzo chce kogoś poderwać, więc nie przebiera pod kątem wieku czy urody, tylko próbuje u każdej, która wygląda na taką, co da mu szansę. Nie jestem pewna, na co oni liczą, nie zdołałam się przekonać ;] W każdym razie zawsze to przyjemniej być ofiarą takich podchodów niż przez całą imprezę samotnie podrygiwać w kącie. Zawsze to trochę podbudowuje ego i łagodzi kryzys wspomniany w tytule ;)

Następnym razem chcę iść do rockoteki, znalazłam jedną na Mokotowie.

A jutro - koncert Tarji Turunen.

---
*) Teraz jestem już tylko mądra.

irian 2012-01-15 21:18:02 skomentuj (0)
Spokojnych Świąt

"Mogłeś moim być
Jakoś ze mną przebiedować
Zamiast życzyć mi
Na pocztówce nie wiadomo skąd
Wesołych świąt"

Tylko że nigdy nie dostałam żadnej pocztówki.

A święta są spokojne. Przyjechali ze mną do B. kot i P. Kot nie lubi podróżować i w samochodzie marudzi oraz wygląda jak kupka nieszczęścia, ale zaraz po zainstalowaniu w domu czuje się jak u siebie, włazi wszędzie, wszystkiego chce spróbować i zasypia jak ucieleśnienie futrzanego szczęścia.
P. dla odmiany lubi podróżować, odważnie zniósł konfrontację z moją rodziną [są niegroźni, tylko czasem dużo gadają, tak jak ja*] i tylko nie wiem, czy tak mało mówi, bo jest małomówny/onieśmielony, czy dlatego, że go skutecznie zanudzam. No bardzo przepraszam, spadek formy, odpoczywam po ostatnich tygodniach i w ogóle nie mam wielkiej wiedzy w zakresie zabawiania mężczyzn :x

Pod choinką znalazłam: elektryczną szczoteczkę do zębów [sama chciałam], ogrzewacz do rąk, który wygląda jak mafijne ostrzeżenie [= piernikowy ludzik z odgryzioną nogą] oraz damską torebkę o mhrocznym wyglądzie, która bardzo pasuje do mojego aktualnego imydżu [czarna i ozdobiona ćwiekami i suwakami o wyglądzie spatynowanego mosiądzu, mniej więcej].

Świątecznej atmosfery nadal nie czuję, ale i bez tego jest miło. I spokojnie. To, że spokojnie na duszy i umyśle, jest dla mnie ważne, gdyż rok temu było mi niespokojnie i bardzo dobrze to pamiętam.
I bardzo nie chciałabym nic zepsuć.

"Mogłaś być już na dnie
A nie byłaś
Nigdy nie dowiesz się
Co straciłaś"

Ależ wiem, co straciłam. I nie mam czego żałować. Taktykę nieżałowania mam opanowaną w wysokim stopniu, jeszcze tylko muszę dopracować taktykę niezależenia-mi. Jak mi na czymś nie zależy, to się dobrze układa, a jak mi zależy bardzo, to się psuje. Życie jest dziwne.

Ok, to zgodnie z tradycją pójdę coś wyszabrować z kuchni i zjeść nielegalnie w łóżku, przy książce [kiedyś napiszę o tym, jak mało teraz czytam książek i dlaczego]. A od nowego roku nowy sezon "Odchudzanie Irian", gdyz ostatnie badania pokazały, że przybyło mnie więcej, niż miałam w planach :/

Spokojnych świąt Wam wszystkim!
[Barry, dziękuję i przesyłam uściski :)]


*) Pewien bliski znajomy powiedział mi niedawno, że jestem groźna. Ech, chciałabym... Zwłaszcza w tym kontekście, o którym on myślał. Ale nie ma obaw, jestem tak samo groźna, jak świnka morska :(


PS Kot, śpiący spokojnie na łóżku, nagle się obudził, wskoczył mi na kolana i zaczął okazywać uczucia. Uczucia okazuje poprzez udeptywanie i lizanie. Kto z was był ugniatany po nagich udach pazurzastymi łapkami i lizany tamże kocim języczkiem, ten wie, jakiego samozaparcia wymaga wytrwanie :}


irian 2011-12-26 03:02:08 skomentuj (1)
Grudzień, psze państwa

Przyjaciel przywiózł mi upominki z podróży. Upominki są piękne i jak wynika z metek, drogie. Bardzo się z nich cieszę, ale trochę mi z tym nieswojo...

***
Ani się obejrzałam, a tu grudzień. 3 tygodnie do świąt. Wspominałam, że coraz mniej lubię święta Bożego Narodzenia? Jasne, cieszę się na spotkanie z rodziną i na to, że będzie bardziej uroczyście, ale nie czuję już tak zwanej magii świąt, a wciskanie mi tego towaru w sklepach, reklamach i filmach coraz bardziej drażni*.
W dodatku, skoro mieszkam sama, nie wiem, czy ubierać choinkę. Na to też nie mam nastroju. Aczkolwiek kotu się by się pewnie spodobała - tyle różności do obgryzania, strącania i roznoszenia po mieszkaniu!
Chciałabym na święta zabrać kota do B., gdzie niedawno zamieszkały dwa inne kociaki, i zobaczyć, jak się będzie czuł w towarzystwie swojego gatunku. Może się uda, choć kotuś nie przepada za podróżami, czego już dowiódł. [BTW trzeba w końcu kupić kontener podróżny.]

***
DJ nosi w pracy coraz bardziej obcisłe, kuse i błyszczące kreacje. Nie powiem, efektowne, ale nie na taką okazję, toteż budzą one powszechny entuzjazm niekoniecznie tego rodzaju, którego podmiot liryczny mógłby się spodziewać ;)

***
W listopadzie byłam na czterech koncertach. Na styczeń mam zaklepane dwa, na grudzień jeszcze nie wiem, na razie padły dwie propozycje - do przemyślenia. W wolnej chwili zrobię sobie spis tego wszystkiego, na pamiątkę.

***
Dopadło mnie chyba zmęczenie jesienne, wracam z pracy do domu, odpalam komputer i nie robię nic konkretnego. Napiszę coś na społecznościówkach, poczytam, co napisali inni, pogram w kulki, włączę jakąś muzykę albo serial [wytrwale oglądam "Desperate housewives", jestem już w połowie siódmego sezonu, niedługo mi się skończy :(] i jakoś nie mam siły na długie rozmowy na GG. To trochę straszne, bo znajomości się rozłażą - choć pocieszam się, że te, na których mi teraz zależy, są na tyle trwałe, że się nie rozlezą tylko dlatego, że obie strony trochę przycichły i przyhamowały. Oraz, jak na mnie, jest to pozytywny objaw, bo oznacza, że nie jestem od tych kontaktów aż tak uzależniona i mogę się obywać bez gadania przez jakiś czas. Oraz to pewnie też trochę dlatego, że więcej się spotykam z ludźmi IRL. Z drugiej strony oni i tak pisują blogi, blipy, notki na FB i innych takich, ja też pisuję, więc nawet bez rozmów na cztery ręce wiemy z grubsza, co u kogo. I tak jest dobrze.

***
Pierwszy raz od nie wiem kiedy, może od zawsze, zostałam zaproszona na Sylwestra z dużym wyprzedzeniem, niespodziewanie i w ogóle tak, że mnie to bardzo podbudowało :) Zapamiętać: skompletować odzież na imprezę. Szkoda tylko, że nie mam dość samozaparcia do poprawienia figury, to może chociaż sobie jaki gorset kupię... ;>


---
*) Filmy i książki o wielkich, romantycznych miłościach drażnią mnie jeszcze bardziej. Wszystko kłamstwo i przesada, a nawet jeśli nie, to te historie kończą się w momencie, gdy jest pięknie, i nie pokazują ciągu dalszego, gdy jest trudno i źle. Mam refleksję, że w tej kwestii seriale są bardziej życiowe, bo żeby serial się kręcił, coś się musi dziać, a im bardziej dramatycznie, tym lepiej dla scenariusza ;>
irian 2011-12-03 02:31:07 skomentuj (5)
Nie ma tego złego...

Zauważyłam, że kiedy człowiek jest szczęśliwy, cieszy się wszystkim dookoła, ale skupia głównie na źródle swojego szczęścia. No, może nie każdy, ja tak. Jestem skoncentrowana, żeby się tego szczęścia nachapać, nacieszyć, jakby mieli mi je zaraz zabrać.
Często zabierają, co z automatu wywołuje nieszczęśliwość, ale i satysfakcję, że nałapałam tej radości, ile mogłam, kiedy jeszcze była.
Bardzo nie lubię być nieszczęśliwa, więc szukam metod na zagłuszenie. I muszę powiedzieć, że nawet dość kreatywnie i że kiedy już nieszczęśliwość zblednie, widzę, ile punktów zdobyłam na plus.

Ten rok zaczął mi się smutno, źle i nieszczęśliwie. Uwierzyłam w kogoś, ktoś mi naopowiadał pięknych rzeczy, po czym się zmył w zasadzie bez słowa wyjaśnienia. Nieczęsto mi się zdarza, bo odkąd straciłam O., nie przywiązuję się specjalnie mocno do ludzi, którzy mogą w każdej chwili odejść. I tu też nie chciałam, ale on mnie przekonał, że nie odejdzie [kłamstwo nr 1, nie wierzyć w takie obietnice nigdy więcej]. Źle znoszę tracenie ludzi, których lubię, a jeszcze gorzej ich nagłą zmianę kursu - z uwielbienia do w ten czy inny sposób wyrażanej niechęci, bez szansy na wyjaśnienie, o co właściwie chodzi. Więc mnie to gryzło jakiś czas. Więc szukałam czegoś, co zagłuszy. I znalazłam - innych ludzi.

Nigdy w życiu nie byłam tak towarzyska, jak przez ostatni rok. Nigdy nie czułam się tak akceptowana przez tyle osób, nie zrobiłam z tyloma fajnymi ludźmi tylu fajnych rzeczy. Odwiedzałam i byłam odwiedzana, wyjeżdżałam do kogoś i ktoś przyjeżdżał do mnie, przygarnęłam kota, zmieniłam w sposób dość istotny swój status "cywilny"*, nawet chodziłam na wieloosobowe imprezy, których wcześniej unikałam, a w pracy zrobiłam się niemożliwie asertywna i odkryłam, że zrobienie od czasu do czasu awantury nie tylko mi nie szkodzi, a wręcz pomaga ["grzeczne dziewczynki nie odnoszą sukcesów", czy jakoś tak].
I nie przywiązuję się. Zwłaszcza do mężczyzn** :> Nie obiecuję sobie, trzymam pion, nie zauroczam się. Tak jest lepiej. Po prawdzie, nie ma kim się zauroczać***, natomiast jest się z kim przyjaźnić - nie używając słowa na P. To taka lekka odmiana przyjaźni, po której niczego nie oczekuję, tylko się cieszę, że jest.

Tak więc, jeśli ktoś musiał mnie rozczarować, żebym dostrzegła te wszystkie inne osoby - to było warto. I zostaje tylko trochę gorzka satysfakcja, że jednak się co do człowieka nie myliłam, że od początku wiedziałam, jak to się skończy, tylko dałam sobie wmówić, że będzie inaczej [miło jest czasem uwierzyć, że będzie lepiej, a nie gorzej, prawda?].

I nie wiedzieć czemu ta piosenka**** wydaje mi się bardzo odpowiednia do podsumowania ;)

Okręt mój płynie dalej, gdzieś tam
Serce choć popękane, chce bić
Nie ma cię i nie było, jest noc
Nie ma mnie i nie było, jest dzień





_______
*) Wiem, eufemizm. Ale to było potrzebne.

**) Jest jeden wyjątek, do którego jestem przywiązana tak, że trudno byłoby się odwiązać, i bardzo mnie cieszy, że on, mimo zawirowań, jednak się nie odwiązał. Ale on był już na długo przed tym wszystkim i nic mi nie obiecywał - po prostu jest, i  mam nadzieję, że nie przestanie być.

***) Bez wzajemności nie chcę i nie mam zamiaru. A do wzajemności trzeba by mnie przekonać, a to nie będzie łatwe. Zresztą, kto by się chciał zauroczać akurat mną...

****) Efektem ubocznym wszystkiego jest to, że szukając muzyki opisującej moje, ach, jakże dramatycznie zszargane uczucia, kręciłam się głównie w klimatach metalowo-rockowych i odkryłam, że właśnie taka muzyka mnie najbardziej kręci, i znalazłam mnóstwo kawałków, w których jest Moc albo Mhrok, albo jedno i drugie; w każdym razie słuchanie ich dostarcza emocji i dreszczy, i to jest piękne. [Zakazane Piosenki istnieją nadal, ale po trochu je też odczaruję, tak jak miejsca. Tylko muszę mieć z kim.]

irian 2011-11-14 02:35:38 skomentuj (2)

BLOGI:

Czekoladowa
Nina
Truecolors (i koty)
Yola
Zuzanka
Siwa
Koty Siwej
Wiedźma
TFUrczość
Shent
Dudla
Barbarella
Haniuta
Obrażalski
Opierniczany
Kizia
Odchudzająca się
Od rana do wieczora
Sadosia
Ciotka w Kielcach
Ladako
Niesforna matka
Trzask prask
Nudne pocztówki Warszawa 78
Tylko w Polsce
Matka Polka
DS
Lapsus lazuli
Wrocławianka jedna
Kłapouchy


***
Tu pukać
***

Warte zainteresowania:

Biblionetka

Mój czytatnik

Rozmiary bieliźniane

NA SKRÓTY